Nie wyobrażam sobie kuchni bez pomidorów – są składnikiem większości moich ulubionych dań i właściwie codziennie jadam je w takiej lub innej formie. Wydaje się, że nie jestem w tym osamotniona. Tymczasem pomidory przybyły do Europy w epoce wielkich odkryć geograficznych i tak jak ziemniaki przywieziono je z Ameryki. Ich oszałamiająca kariera nie była natychmiastowa – początkowo traktowano je podejrzliwie i traktowano jako rośliny ozdobne. Wprowadzają zamieszanie w klasyfikowaniu – naukowo rzecz biorąc są owocami, a nie warzywami. Co jednak wśród owoców niezwykłe, mają smak umami.

Pomidory pomidorom nierówne: w sezonie są genialne, świetnie smakują po prostu skropione odrobiną oliwy; zimą te supermarketowe są najczęściej pozbawioną właściwości, watowatą namiastką tych pierwszych. Dlatego korzystajmy z ostatnich dni krótkiego w Polsce sezonu na pomidory. Zimą lepiej użyć wysokiej jakości pomidorów z puszce. Pomidory bywają czerwone, żółte, zielone… i czarne, a do najbardziej cenionych i charakterystycznych odmian należą malinowe, bawole serca, San Marzano, paprykowe i koktajlowe.

Pomimo tego, że powszechne uwielbiane pomidory ze względu na swoją kwaskowatość są uważna za trudne pod względem dobrania do nich pasującego wina. Do klasycznych włoskich makaronów z długo duszonymi pomidorowymi sosami (zwłaszcza tymi z dodatkiem mięsa) sprawdzą się nie za ciężkie czerwone wina np. Montepulciano d’Abruzzo lub Chianti. Do lżejszych pomidorowych sosów dobrym wyborem może być francuskie Rosé. Do gazpacho będzie świetnie pasował szczep albariño. Do innych dań z surowych pomidorów warto spróbować pinot grigio lub sauvignion blanc.