O czym szepczą pét-naty? 

W aktualnych, pełnych paradoksów realiach niestabilne czasy sprzyjają modzie na niespokojne wina. Najlepszym możliwym tego przykładem jest rosnąca popularność pét-natów, których powściągliwy szept kryje o wiele więcej, niż tylko orzeźwienie w upalne dni. 

Czym jest pét-nat? 

Formalnie rzecz biorąc pét-nat jest skrótem od francuskiego terminu pétillant-naturel, który w dosłownym tłumaczeniu oznacza wino naturalnie musujące. Zastosowana metoda produkcji zwana jest dumnie pradawną (méthode ancestrale). W skrócie zakłada ona przede wszystkim brak fermentacji wtórnej. Wino butelkowane jest zatem w najlepszym możliwym czasie przed zakończeniem pierwszej fermentacji, bez dodawania drożdży i usuwania pozostałego osadu. W efekcie powstają wariacje niezwykle różne w charakterze, często wyraźnie mętne, z delikatniejszym musowaniem, zwykle zamykane rzemieślniczo kapslem. 

Wino naturalnie musujące - tradycja czy awangarda? 

Warto zaznaczyć, że nie odkrywamy współcześnie nowego stylu, ale wskrzeszamy praktykowaną od wieków metodę, która przypadkowo znalazła się w trendzie. W butelkach czerpiących z tradycji szepcze do nas pewna archaiczność. Kryje się w nich także może niedoskonała, lecz zawsze szczera prawda o szczepach i swobodzie twórczej winiarzy. Na Morawach robią je szaleni autentyści, spotykamy pét-naty w Hiszpanii u piewców terroir i endemicznych odmian, takich jak Moixent i jego Les Danses, z zapomnianej odmiany mando, albo kataloński Can Sumoi z biodynamicznym Ancestral Sumoll. Dużo dzieje się we Włoszech, Francji, Austrii, Słowacji oraz od kilku ostatnich lat również w Polsce.  

Pétillant-naturel - naturalne czy nie? 

Podążając za przekonaniami i zapewne także zapotrzebowaniem rynku, wielu winiarzy skłania się konsekwentnie ku winiarstwu naturalnemu, z którym pét-natom zdecydowanie po drodze (chociaż nie jest to regułą!). Do głosu dochodzi nowa fala producentów zapatrzonych w metody przodków, będące symbiozą ziemi, człowieka i wina, dalekie od współczesnych wzorców komercyjnych. Ogólnie pojęta dbałość o ekologię, postulaty ochrony środowiska i moda na produkty bio, tylko sprzyja piciu i wytwarzaniu tego typu win, których naturalność aż kipi z butelki, często wręcz dosłownie.

Za co lubimy pét-naty?

W mojej osobistej opinii lubimy pét-naty za brawurę, świeżość, pijalność, soczystość i nieskończone spektrum doznań, od orzeźwienia i lekkości picia, po adrenalinę przy otwieraniu butelki, której nieprzewidywalność może zaprowadzić nas w skrajnych przypadkach prosto pod prysznic. Zdarzają się bowiem nagłe wybuchy, zalane sufity i „hipsterzy”, którzy przy serwisie używają gwoździ i młotka, by stopniowo uwalniać gaz i zatrzymać zawartość w butelce.  

Tego typu wina mają rzesze swoich fanów, osobne imprezy (Pét-Night we Wrocławiu i Poznaniu), a nawet specjalną kategorię, w ramach której oceniane są podczas konkursów winiarskich (Polskie Korki, SPOT). Wolne od zasad „bąble” leją się strumieniami podczas RAW WINE w Londynie, Berlinie i Nowym Yorku, Karkterre w Wiedniu, na morawskim Autentikfest, czy wielu innych kultowych imprezach poświęconych winom naturalnym. Wystawców rok rocznie przybywa! 

Coraz więcej takich win w kartach i na półkach sklepów specjalistycznych, rośnie populacja fanów i krytyków zarazem, co sprawia, że po pét-naty się sięga i dużo o nich mówi. Ponieważ kategoria wciąż nie podlega formalnym restrykcjom, prowokuje też wiele kontrowersyjnych opinii. Najczęstszą jest teza, że wiele win tego typu powstaje z przypadku, kiedy na przykład fermentacja wymknie się spod kontroli lub winiarz próbuje ukryć wady pod pozorami naturalności, która w powszechnej opinii wybacza więcej błędów. Warto zatem samemu degustować i wyrobić sobie własne zdanie. Można się krzywić, zachwycać i próbować ciągle od nowa, bez cienia nudy. Warto też pamiętać, że walka o bąble w tak frywolnej kategorii bywa nierówna i trudna, szukanie idealnego momentu na butelkowanie spędza producentom sen z powiek, podobnie jak eksplozje w piwnicy. Niskointerwencyjność nie oznacza braku zaangażowania, wiedzy, doświadczenia oraz ciężkiej pracy. Doceńmy zatem winiarzy za kreatywność i pasję, koniecznie wznosząc przy tym toast pet-natem!