Chyba wszyscy możemy się zgodzić, że największym problemem do swobodnego poznawania wina jest ogrom wiedzy, jaki towarzyszy temu tematowi. Z jednej strony posiadanie pewnej wiedzy jest potrzebne, ponieważ pomaga w dokonywaniu dobrych wyborów, z drugiej może być to deprymujące. Przeszkadza jej nadmiar i przeszkadzają osoby, które tą wiedzą nadmiernie się chwalą. Efektem tego są powstające mity o winie, które przeplatają się w rozmowach i bardzo szkodzą wszystkim, którzy chcą zainteresować się winem. W mitach często nie ma nawet półprawdy, z której można by wyciągnąć jakąkolwiek wartość. Dlatego dziś bierzemy na tapetę kilka najpopularniejszych mitów, z którymi mogliście się zetknąć i je obalamy. Pamiętajcie przy okazji, że o ile smak jest zawsze subiektywny i że na samym końcu to Wam ma smakować dane wino, to jednak wiedza jest obiektywna i warto poszukać solidnych źródeł dla znalezienia informacji na temat szczepu, producenta czy regionu, który akurat Was zainteresował.

Mit pierwszy: im starsze wino, tym lepsze

Prawdą jest, że wina z wiekiem się zmieniają. Tylko pewna część win zyskuje z wiekiem, uszlachetniając swój charakter i powiększając bukiet aromatów. Wina o odpowiedniej budowie i strukturze zdolne są ewoluować w butelce, zmieniając aromaty ze świeżych i owocowych na dojrzałe i intrygujące. Błędem jednak jest zakładanie, że każde wino szlachetnieje z wiekiem i zyskuje na wartości. Ogromna część win trafia na rynek w momencie, w którym są gotowe do wypicia. Sposób produkcji takich win, który pozwala na zachowanie w nich maksimum świeżości i owocowego charakteru wyklucza jednocześnie jakikolwiek potencjał takich win do dojrzewania. Ważnym czynnikiem jest tutaj obecność tlenu podczas produkcji wina. Lekkie i owocowe style codziennych rieslingów, sauvignon blanc, verdejo czy pinot grigio (ale też czerwone mencia, gamay, dolcetto oraz niejedno pinot noir) powstają z minimalnym udziałem tlenu, ponieważ ten, reagując ze związkami chemicznymi w winie, prowadzi do zmiany charakteru aromatów na inne niż oczekiwane w takich stylach. Z kolei wina dojrzewane w beczce oswajają się z tlenem podczas procesu elevage i znacznie lepiej znoszą później jego obecność w butelce, odwdzięczając się eleganckim starzeniem się. Często odróżnić te dwa style pomaga cena wina, ponieważ długie dojrzewanie w beczce jest kosztowne i znajduje to odbicie w tym, ile dane wino kosztuje na półce. Ciężko podsumować taki temat w jednym krótkim akapicie, ale jeśli znaleźliście jakieś stare wino na strychu lub w szafie, to najprawdopodobniej nie ma ono żadnej wartości i nie nadaje się do wypicia. Nawet, jeśli reprezentuje ono styl słynący z potencjału do dojrzewania, to nieprzechowywane w odpowiednich warunkach skończyło swój żywot dawno temu. Prawie wszystkie wina kupione lub zamówione w sklepach możecie, a nawet powinniście, wypić od razu. O wina z potencjałem do dojrzewania i o odpowiednie warunki do przechowywania takich win zapytajcie profesjonalistów. W Vinify na pewno taką pomoc uzyskacie!

Mit drugi: jakie wino trafia do Polski i dlaczego smakuje gorzej?

To niezwykle pojemny mit. Zawiera w sobie wątpliwości na różne zagadnienia:

  • czy do Polski trafia takie samo wino, jak do innych krajów?
  • czy wina rozlewane są w miejscu produkcji w kraju docelowym?
  • czy polskie napisy na kontretykiecie to dobra czy zła wiadomość?
  • dlaczego wino bardziej smakuje mi na wakacjach niż po powrocie do domu?
  • czy bezpiecznie mogę kupić wino u polskiego importera, czy muszę je zawsze kupować bezpośrednio w kraju pochodzenia?

Wszystkie mity są szkodliwe, ale ten jest chyba najbardziej. Podaje bowiem w wątpliwość wiarygodność ludzi zaangażowanych w import win od producentów do naszego kraju i budzi zastrzeżenia co do ich uczciwości. Wśród wielu konsumentów panuje przekonanie, że producenci wina wiedzą z góry, która partia ich win pojedzie do jakiego kraju i te przeznaczone na “gorsze” rynki są niższej jakości niż pozostałe. NIE, nie jest tak i w każdej butelce wina oznaczonego daną etykietą znajduje się produkt dokładnie takiej samej jakości (zakładając stałą jakość takiego wina) bez względu na to, czy wino eksportowane jest z kraju produkcji do Niemiec, Polski czy USA. Kropka. Dalsze pochylanie się nad tym tematem niepotrzebnie dodaje powagi takim teoriom.

Rozlewanie wina do butelek nie zawsze odbywa się u producenta, ale zawsze stosowną informację na ten temat możemy znaleźć na etykiecie lub kontretykiecie wina. Zazwyczaj wina jakościowe (przeczytaj czym są wina jakościowe) trafiają pod korek jeszcze w miejscu, z którego pochodzą, ale wina przemysłowe i supermarketowe butelkowane są przez dystrybutora lub już na miejscu, w kraju docelowym. Najczęściej służy to obniżeniu ceny końcowej takiego wina. Jest to jednak proces uczciwy i transparentny, a nie nieuczciwa praktyka dystrybutorów i importerów. Podobnie, to importer odpowiada za napisy w rodzimym języku na kontretykietach. Zazwyczaj jest to wyraz zaangażowania i troski o konsumenta, a taka kontretykieta powstaje w ramach współpracy producenta wina z dystrybutorem. W żadnym wypadku polskie napisy na etykietach nie świadczą o tym, że wino zabutelkowano lub (o zgrozo) powstało w Polsce, a niestety i o takich mitach słyszeliśmy.

Dlaczego wino bardziej smakuje na wakacjach niż po powrocie?

Ponieważ pijemy je… na wakacjach. Wytłumaczenie to może nie jest naukowe, ale spokój i komfort urlopu, ładna pogoda i towarzystwo najbliższych sprawia, że czujemy się lepiej i bardziej podoba nam się to, co robimy, jemy i pijemy. Picia wina to nie tylko proces przyjmowania płynu, ale na nasz odbiór trunku składa się bardzo wiele czynników. Wśród nich atmosfera i nasze samopoczucie. A jeśli jeszcze dodamy do tego picia wina w miejscu jego pochodzenia w połączeniu z lokalną kuchnią i pięknymi widokami (Toskania przychodzi tu jako pierwsza na myśl) nie powinno dziwić, że to samo wino otwarte późną jesienią w ponurej i deszczowej Polsce nie będzie smakowało tak samo.

Ten temat płynnie przenosi nas do transportu wina. Ta sama butelka może nam bardziej smakować na urlopie niż po powrocie do domu ze względu na to, że uległa zepsuciu w transporcie. Wino bardzo reaguje na niskie i wysokie temperatury. Bardzo łatwo w związku z tym przegrzać je w bagażniku (o co na południu Europy nietrudno) podczas podróży. Dotyczy to wszystkich win, tych jakościowych i bardzo drogich, oraz lekkich, wakacyjnych, kupowanych prosto od winiarza.

Jak w związku z tym transportem wina zajmuje się dystrybutor? W sposób profesjonalny. Wielu producentów, szczególnie tych większych, wymaga zapewnienia odpowiedniego transportu przez importera; w porach o podwyższonych temperaturach każdy pojazd transportujący wino musi być klimatyzowany, a w najgorętszych okresach producenci w ogóle nie wydają swoich win do transportu. Nic w tym łańcuchu dystrybucji nie dzieję się przypadkowo, ponieważ wszystkim zależy na dostarczeniu na rynek pełnowartościowego produktu. Nawet jeśli dystrybutorzy nie kupują win od producentów, a korzystają z usług pośredników, to w magazynach, w których po drodze przechowywane są wina, panują odpowiednie do tego warunki. Często słyszymy, że konsumenci wolą sami przywieźć wina z Hiszpanii, ponieważ uważają, że w ten sposób wina będą bezpieczniejsze podczas transportu. Mitu o tym, że wina francuskie kwaśnieją podczas podróży nie umiemy wytłumaczyć wcale (chociaż słyszeliśmy, że tak dzieje się tylko w nieparzyste miesiące).

Do Polski trafia to samo wino, co do innych krajów i dzieje się to w równie bezpieczny i profesjonalny sposób. Jeśli decydujecie się na transport samodzielny mamy jedną radę: pamiętajcie o tym, żeby dać winu „odpocząć” po podróży. Musi z powrotem się ułożyć, a jeśli to dojrzałe wino z osadem, to zasada staje się dwa razy ważniejsza. Wina nie lubi pośpiechu!

Mit trzeci: grubsza butelka i głębokie denko oznaczają lepsze wino

Powodów, dla których wiele butelek ma wklęsłe denko, jest dużo, ale żaden z nich nie jest związany z jakością wina. Jedna teoria mówi o punkcie, na którym glassmakerzy opierali swoje butelki i który w efekcie spowodował głębokie denko. Prawdopodobnie taki kształt butelki został też zaprojektowany dla łatwiejszego odkładania się osadu i dla bezpieczniejszego przechowywania butelek. Wklęsłe denko sprawia, że butelki są bardziej wytrzymałe i dlatego można przechowywać je jedna na drugiej. Inna teoria głosi, że taki kształt jest wyjściem naprzeciw potrzebom sommelierów i ułatwia nalewanie wina z butelki. Jakby jednak nie było, kierowanie się kształtem denka nie jest dobrym pomysłem przy szukaniu win wysokiej jakości. Tym bardziej, że wiele win jest dziś rozlewanych do takich butelek ponieważ…konsumenci takich butelek szukają. Podobnie sprawa ma się z grubością butelki. Obiektywnie najlepsze wina świata występują w standardowych butelkach o zwyczajnym rozmiarze i grubości, a nalanie dowolnego wina w butelkę pokaźnych rozmiarów nie doda mu ani jakości, ani smaku.

Mit czwarty: głowa boli od tanin i siarki w winie

To kolejny złożony mit. Rzeczywiście, pewna grupa ludzi jest uczulona na rodzaj garbników występujących w winie i na dwutlenek siarki. Jest to jednak na tyle wąska grupa odbiorców, że ich reakcji nie da się rozciągać na całość populacji pijącej wino. Podobnie nie należałoby twierdzić, że orzeszki ziemne powodują ból głowy, skoro część ludzi jest na nie rzeczywiście uczulona.

Dwutlenek siarki wykorzystywany w winiarstwie budzi szereg wątpliwości (choćby ze względu na jego pochodzenie - zastanawialiście się kiedyś nad tym?), ale występuje w winie w ilościach znacznie mniejszych, niż w innych produktach spożywczych. W standardowej butelce wina znajduje się około 100 tzw. ppm dwutlenku siarki. W winach białych nieco mniej, w czerwonych (i słodkich) więcej. W kompocie z suszonych owoców, dla porównania, znajduje się ponad 1000 ppm tej samej substancji, a nikt nie zwrócił nigdy na to uwagi. Dwutlenek siarki jest demonizowany ze względu na to, że jako jedyny składnik wina wymieniony jest na etykiecie. Wymaga to pewnego rozwinięcia. Ilość substancji chemicznych wspomagających i stabilizujących wino przyprawiłaby o zawrót głowy, gdyby była umieszczona na każdej etykiecie. Na szczęście w ogromnej większości dotyczy to win supermarketowych i przemysłowych - to w nich jest najwięcej chemii mającej na celu ustabilizowanie produktu i ukrycie jego wad (takie wina powstają z najgorszej jakości winogron, dlatego jest co ukrywać). Wybierajcie w związku z tym wina jakościowe i możliwie naturalne - w najczystszych przypadkach nie trafia do nich nic oprócz przefermentowanego soku z winogron. Jeszcze jedna uwaga odnośnie dwutlenku siarki. Substancja działa też jako przeciwutleniacz, a jej rolą jest zachowanie na jak najdłużej świeżego i owocowego charakteru wina. Najczęściej tanie i supermarketowe codzienne wina będą miały w związku z tym najwięcej tego związku w sobie, ponieważ to ona mają wabić klientów takim smakiem i zapachem. Wina, które dojrzewały w naturalny sposób i takie, którym pozwolono na kontakt tlenem, mają w sobie stosunkowo najmniej siarki, dlatego jeśli źle reagujecie na ten składnik, wybierajcie raczej te style.

Pro-tip na koniec: wina naturalne, przy których nie użyto dwutlenku siarki, powstają w środowisku beztlenowym (ponieważ nic nie chroni ich przed tlenem). Ze względu na to, często zaraz po otwarciu da się w nich wyczuć tak zwane aromaty reduktywne, które nie zawsze są przyjemne dla nosa. Jest na to prosta rada: wystarczy te wina otworzyć nieco wcześniej, a dopiero później schłodzić i podać. Będą wtedy czyste i dokładnie takie, jak chciał Wam zaproponować winemaker.

Ogromna wiedza nie jest potrzebna do czerpania radości z wina. Przydaje się jednak do odrzucenia błędnych porad i fałszywych rekomendacji. Szkoda odrzucić świetne butelki, które nie mają wklęsłego denka. Szukajcie dobrych i sprawdzonych informacji. Na początek sięgnijcie po wiedzę z Vinify, ponieważ przygotowaliśmy tu dla Was naprawdę solidną bazę wiedzy na początek. Kto wie, dokąd się stąd udacie? :)