Mój Ci On! Tuńczyk!

Była to dosyć zabawna, a nawet i dziwna sytuacja. Siedzimy na lotnisku i czekamy na samolot do Faro, gdy kątem oka zauważam znajomą mi twarz: aktor (z tego co mi kiedyś doniesiono - serialowy), ponoć dość popularny. Dla mnie Gość restauracji, w której pracowałem i do której potrafił nawet kilka razy w tygodniu przychodzić na koreańską strawę. Pomyślałem sobie: „Ciekawe, dokąd leci? Wakacje? Praca?”. Jeszcze bardziej zdziwiłem się, gdy spotkaliśmy się na pokładzie tego samego samolotu. Nerwowy uśmiech pojawił się na naszych twarzach. Czyżby zapowiadały się wspólne wakacje?

Kilka dni później, rzeczony Gość obwieścił na swoim Instagramie: „Co Wam będę ściemniał, Monichique jest sztosem!”. Uff, my od kilku dni grzaliśmy tyłki w Aljezur, zatem wspólny urlop nam nie groził. Nie to, żebym miał coś przeciw, ale… Tak też zresztą skomentowałem Jego post, że jeszcze prawdziwszym sztosem – jak to mawia młodzież – jest Restaurante O Parque… Bo to proszę Państwa najprawdziwsza prawda! Co roku, niezależnie w którym regionie Algarve zatrzymujemy się na wypoczynek, kolacja w Monchique w pewnym przybytku gastronomicznym jest żelaznym punktem każdej wizyty na południu Portugalii.

Monchique tasca, którą musisz odwiedzić

To tasca, która mieści się przy jednym z trzech – o ile mnie pamięć nie myli – rond w miejscowości. W zasadzie to taka mała przybudówka do baru, położona, jak to w górach, na stromym zboczu ulicy. Wejścia doń są dwa… teoretycznie. Jedno główne – to wejście do baru. Drugie – nie zawsze czynne – pozwala wejść od razu do restauracji. Pod warunkiem, że nie jest zablokowane przez stolik z gośćmi. Wówczas wybieramy bramkę nr 1. Po przekroczeniu progu baru trzeba się przecisnąć przez wąskie przejście umiejscowione obok toalety – pomiędzy ladą chłodniczą z rybami i owocami morza, a lodówką z ciastami. Często wpada się wówczas na kelnerów, gdyż owe wejście do restauracji, jest także wejściem do kuchni i tzw. wydawką.

Stolików kilkanaście, nie licząc tych wystawianych od czasu do czasu na zewnątrz – miejsc siedzących około 30. Pomieszczenie małe, ze stropem na środku i skosami – gdyż jak wcześniej wspominałem – lokal położony jest na zboczu ulicy. W dwóch przeciwległych rogach, podwieszone u sufitu telewizory, zawsze włączone. Obok lodówki z ciastami stoi stary kredens, który robi za magazyn na: talerze, szkło barowe, sztućce, papierowe obrusy i kto wie, co jeszcze…? Na półkach zamiast zabytkowej porcelany – butle z winem i piwem. A nad wszystkim – niczym bożonarodzeniowy łańcuch na choince – szalik reprezentacji Portugali w piłce nożnej. Zapytać mógłby ktoś: czym ten lokal wyróżnia się od innych portugalskich tascach? Spieszę z odpowiedzią: na suficie, na ścianach i na stropie – najprawdziwsza na świecie… boazeria! Stara, oldschoolowa boazeria. Można się poczuć jak w ośrodku wczasowym we Władysławowie w latach 80.

Obsługa od lat ta sama: urocza Dama lekko utykająca na nogę, która zwietrzywszy, że portugalski nam nie obcy zaczęła – językiem rodem z poematów Pessoi – opowiadać, czego to nie mają dziś spoza karty (często informacja ta jest napisana odręcznie – oczywiście, że po portugalsku! – na kartce wyrwanej z zeszytu i wsadzona do koszulki z menu). Drugim kelnerem jest Pan, najprawdopodobniej brat owej Damy. Państwo, nie bacząc czy serwują właśnie jedzenie gościom, czy też nakrywają stół papierowym obrusem – jak to można delikatnie ująć – mają często sobie coś do powiedzenia. Oczywiście wszystko odbywa się z zasadami savoir-vivre. Z owym dżentelmenem o groźnym wyrazie twarzy – ale to tylko pozory – można dogadać się po angielsku. Miło ich widzieć co roku.

Uczta zaczyna się tradycyjnie od coperto, czyli na stół wjeżdżają oliwki, ser i pieczywo. Można konsumować – nie trzeba! Ja zawsze traktuję to jako danie pierwsze, za sopa caldo verde dziękuję bardzo! Na drugie – będąc po raz pierwszy w Restaurante O Parque – zamówiłem bife de atum, czyli stek z tuńczyka. Co ja Wam będę opowiadał? Może tylko tyle, że zamawiam go za każdym razem, jak tam jestem. I tylko jego! Ten tuńczyk mnie po prostu uwiódł! Gruby plaster wspaniale zgrillowanego mięsa, jędrny i soczysty. Z jednej strony zapach i smak grillowanej ryby, delikatnie przypieczonej – z drugiej strony morskie umami podkręcone odrobiną grubo zmielonego pieprzu i cytryną. Rzecz to niebywała! Pozornie prosta, ale jakże często zdarza się rybę przesmażyć i wtedy mamy na talerzu trociny nie do przełknięcia. Nie takie numery w Restaurante O Parque. Oni wiedzą, jak się z rybą postępuje! Jest usmażona w punkt, w środku lekko różowa, zewnątrz piękne ślady rusztu. Z każdym kęsem poziom zadowolenia wzrasta. Do ryby dodatki: gotowane ziemniaki/frytki i sałata: czyli grubo posiekana cebula, pomidor i ogórek. Musicie mi uwierzyć na słowo: tyle wystarczy do szczęścia! Do tego - rzecz jasna - wino! Albo BSE z Setúbalu, albo Planalto – kupaż z moim ulubionym szczepem arinto.

Nie będę się rozwodził nad tym wyborem, tu na łamach VINIFY.PL możecie przeczytać głosy osób bardziej kompetentnych ode mnie w tym temacie. Podsumowując: czym prędzej się wybierajcie na tuńczyka do Monchique! U nas takiego nie dostaniecie! U nas bowiem zawsze musi być serwowany na postumencie, w towarzystwie, na pierzynce, z kleksami i kropkami na talerzu; najlepiej na ziemi jadalnej. Ale pamiętajcie moi drodzy, od zawsze i na zawsze: piękno tkwi w prostocie! Tuńczyk w restauracji O Parque – to najlepszy tuńczyk – nie tylko w boazerii – jaki jadłem w swoim życiu; na szczęście w smaku i w wyglądzie z boazerią nie miał nic wspólnego! Na koniec przepis, jak takie cudo przygotować samemu w domu.

Jako dodatek możecie sobie wybrać to, na co macie ochotę: ziemniaki i/lub coś zielonego (może szparagi, skoro sezon na nie?). Pierwsze skrzypce będzie grał stek z tuńczyka. Pół godziny przed grillowaniem rybę wyjmujemy z lodówki, delikatnie myjemy i osuszamy. Traktujemy ją z dwóch stron oliwą, doprawiamy solą wędzoną w płatkach i grubo zmielonym pieprzem. Ja dodatkowo posypuję startą skórką ze sparzonej wcześniej cytryny. Tak przyrządzonego tuńczyka nie chowamy już do lodówki - trzymamy go na zewnątrz, by lekko się zamarynował. Mocno rozgrzewamy patelnię do grillowania i delikatnie kładziemy na niej rybę, smażymy z jednej strony 2 do 3 minut, w zależności od grubości steka. Drugą stronę grillujemy podobnie. Nie dłużej! Boazeria niech pozostanie na ścianie. Poniżej selekcja win VINIFY.PL do najlepszego tuńczyka na świecie! Czyli tuńczyka po portugalski Bom apetite!

Poprzedni odcinek Tuńczyk w boazerii - czyli co i gdzie jeść w Portugalii

Autor: Grzegorz Bińczycki